piątek, 11 maja 2018

W maju


Są takie dni w naszym życiu, które zapisują się w naszej pamięci na zawsze. Mam na myśli nie tylko te, które pamiętamy z oczywistych względów, czyli dzień ślubu, daty narodzin naszych dzieci, urodziny czy inne ważne wydarzenia.

Są takie dni i daty, które zapamiętujemy, bo coś w naszym życiu zmieniły. Bo przyniosły doświadczenia dla nas ważne i zmieniające bieg naszego życia.

10 maja. Sześć lat temu.

Odkryłam zdradę. I wszystko się zmieniło. Gruchnęło, roztrzaskało się, pękło. Serce pękło.
Wtedy, 10 maja weszłam na nową ścieżkę. Krzaczastą, wyboistą, zarośniętą chaszczami, mroczną. Poraniona szłam do przodu, bo wiedziałam, że na jej końcu jest łąka, która będzie początkiem nowej drogi...

10 maja. Wczoraj

Złożyłam pozew rozwodowy. Jeszcze nie wiem, czy to już łąka, czy jeszcze wciąż ta ścieżka krzaczasta. Ale widzę światło. Dużo światła. Jest jasno, przejrzyście, pachnąco i kwieciście. Podoba mi się tu.

Piszę o tym wszystkim do Was, ale też do siebie samej. Jak się tak wygadam, wypiszę od razu mi lepiej. Taka autoterapia, korzystam z tego, bo dlaczego by nie?

Pisanie zawsze było moją terapią. Potrzebą, lekarstwem. Tak jest i teraz.
 Postanowiłam napisać książkę. Nie wiem, może do szuflady, może do zaprezentowania na blogu, może wyślę to kiedyś do jakiegoś wydawnictwa. Zobaczy się. Dzisiaj przedstawiam Wam jej początek. Dajcie mi proszę znać, jak się to czyta. Jesteście moimi najważniejszymi odbiorcami.

                                                                   BEZ TYTUŁU


Zdrada boli.
Jak diabli. Jak cholera.
 Jak rana zadana znienacka, prosto w serce, albo plecy. 
Nożem z ząbkami po obu stronach. Boli i krwawi. Czasami tak bardzo, że wolałabyś umrzeć, niż przez najbliższą choćby godzinę znosić ten ból. Cierpieć męki, o których myślisz, że nigdy się nie skończą. Wydaje Ci się, że ta rana będzie jątrzyć , a to jątrzenie już nigdy, po prostu nigdy nie ustanie i nie pozwoli znowu cieszyć się życiem.
Więc po co żyć? I co to za życie w ogóle? Do dupy takie. Z tą raną głęboką, bez dna właściwie.

Nie ma chyba trudniejszego doświadczenia w relacji, w związku, w małżeństwie, niż zdrada. Kiedy kochamy, dajemy część siebie, swojego życia, uczucia, obdarzamy zaufaniem, otwieramy swoje serce, a dostajemy upokorzenie, odrzucenie, oszustwa, zdeptanie. 

Tak piszą mądrzy tego świata. Tak opowiadają zdradzone i zdradzeni. Tak czuję również ja.

W moim ponad szesnastoletnim małżeństwie nie przeżyłam niczego bardziej  bolesnego niż zdrada. Pierwsza zdrada. Bo kiedy mój mąż zdradził mnie po raz drugi, byłam już w zupełnie innym miejscu. Bolało. Oczywiście, że tak. Ale nawet na moment nie zahaczyłam wtedy o wyspę o nazwie po co żyć, co to za życie i wolę umrzeć.
Za pierwszym razem długo nie mogłam  tej wyspy opuścić. Dawała mi wtedy jakiś rodzaj schronienia. Przed koniecznością konfrontacji ze światem, w którym żyli szczęśliwi ludzie. Ze światem, w którym dla mnie, jak sądziłam, nie ma już miejsca.
Cierpiałam.
Wyłam w samochodzie, bo tylko tam nikt mnie nie słyszał, tak przeraźliwie, że sama się tych odgłosów bałam. Jak zarzynane zwierzę. Krzyczałam, darłam się z rozpaczy i bólu. Z niedowierzania i upokorzenia. Z tęsknoty za czasem sprzed zdrady, który wydawał mi się bezbrzeżnie szczęśliwy. Choć nie był…
Wciąż tkwiłam na tej wyspie. Nie wskoczyłam do wody, żeby zakończyć te cierpienia ze względu na dzieci. Jak pewnie tysiące, albo nawet miliony kobiet przede mną. I zapewne wiele, bardzo wiele po mnie. Trzeba było żyć. Jakoś przeżyć każdy kolejny dzień, najlepiej bez wina czy papierosa trzymanego w trzęsącej się ręce, bo przecież jednak te dzieci…są, patrzą, martwią się, tracą grunt pod nogami.
Ja też straciłam.
Wszystko.
Wszystko, co zbudowałam, w co wierzyłam, czemu ufałam.
 Straciłam to, co było w moim życiu najważniejsze. Fundament.
 Po prostu pękło, rozpadło się, pogruchotało, zostały tylko zgliszcza. Miałam poczucie, jakby ktoś zabrał, ukradł moje dotychczasowe życie, w zamian dając mi jakieś nędzne ochłapy ludzkiego egzystowania na tym łez padole.
Bolało mnie wszystko. Serce, dusza, włosy, paznokcie, całe ciało. Bolał mnie pępek.
  Straciłam bezpowrotnie to, co moim pępkiem świata było, więc jak mogło nie boleć, prawda?
Moja obolała dusza nie mogła wtedy jeszcze przyjąć prawdy, że kiedyś, na pewno, będzie nowy pępek świata. A tym bardziej, że wszystko się zmieni i uleczy, kiedy tym pępkiem świata uczynię siebie i moje życie. Po prostu.
Przez pierwszy rok płakałam codziennie. Wyłam codziennie. Rozpaczliwie, żałośnie, rozdzierająco. Na świat patrzyłam przez szybę tej mojej rozpaczy.
 Funkcjonowałam jak automat do zadań zwyczajnych. Zawieź, ugotuj, posprzątaj, pogadaj, pośpij, przytul córki, umyj zęby, obetnij paznokcie, kup dżinsy, załatw dentystę, idź na wywiadówkę…
Dawałam radę. Jakoś. Nie było innego wyjścia. 

Kiedy słyszałam od koleżanek, szczęśliwych mężatek, że to, co mnie spotkało jest takie straszne, że one to sobie tego po prostu nie wyobrażają, że one to by umarły, że ich ojcowie to chyba by zabili tych swoich niewiernych zięciów, to naprawdę umierałam po kawałku.
Wasi ojcowie, drogie koleżanki, nie zabiliby waszych mężów, wy wcale byście nie umarły, bo to tak nie działa po prostu, a wyobrażać sobie takich wydarzeń nie ma sensu.
 Jeśli się wydarzają, to są.

I ty, właśnie ty,  stajesz się ich główną bohaterką, chociaż nigdy nie poszłaś na casting.
 Świat na zewnątrz toczy się swoim stałym rytmem, ludzie się uśmiechają, chodzą trzymając się za ręce,  życie się samo toczy i żyje, a ty się temu nie możesz nadziwić. No bo jak to tak? Twojego świata już nie ma, a wszystko wkoło wygląda tak, jakby nic się nie zmieniło. 
Rola zdradzonej żony jest trudna. Różne kobiety różnie ją odgrywają, różnie sobie radzą z wymaganiami reżysera. Opowiem wam o tym, jak poradziłam sobie ja. Opowiem wam o sobie, bo jestem jedną z was. I ta opowieść jest o każdej z nas. Wszystkie tutaj jesteśmy. 

                          


29 komentarzy:

  1. Pani Asiu, uwielbiam Panią czytać, oglądać zdjęcia i podziwiam, że ma Pani w sobie siłę żeby zmierzyć się z tym co teraz dzieje się w Pani życiu. Ja uważam , że nie ma nigdy tego złego co by na dobre nie wyszło. Życzę dużo optymizmu i pozytywnego myślenia bo one potrafią zmienić rzeczywistość. Pozdrawiam serdecznie i ciepło. Kasia.

    P.S. - pierwsza strona książki wspaniała...ile w tym prawdy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kasiu. Ja jestem Asia po prostu. Twoje życzenia i dobre słowo przyjmuję z wielka wdzięcznością. Pozdrawiam serdecznie. Asia

      Usuń
  2. Twój post daje mi do myślenia. Dziękuję za ten tekst, za to że dzielisz się sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, czasami myślę, że otwieram się za bardzo, ale wiem, że pomagam tym sobie samej i innym może też? Pozdrawiam ciepło

      Usuń
  3. Faceta do kotła, a Ciebie oklaskuję silna, cudowna kobieto.

    Bardzo mi się podoba to, co przeczytałam, a przeczytałam wszystko z uwagą. Tekst przepełniony emocjami, tak napisany, że odczuwa się z Tobą ból, a także poczucie, że można wstać, że jest wybór, że jest nadzieja, wiara i jeszcze może być dobrze. To mi się podoba najbardziej, fakt, że mimo bólu strasznego, wstałaś i mnie jako czytelniczkę już ciekawi, jak to było, jak się podnosiła/ podnosisz, ile Cię to kosztowało, co się zmieniło, jak ty się zmieniłaś.

    Moim zdaniem bardzo fajnie, przejrzyście piszesz i kibicuję, byś książkę dokończyła i wysłała kiedyś do wydawnictwa, bo czemu nie spróbować...

    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie, uściski wielkie przesyłam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To radość czytać takie słowa. Dziękuję bardzo. Chciałabym dokończyć to, co piszę. Mam nadzieję, że wystarczy mi zapału. Uściski

      Usuń
  4. Bliska mi Asiu,
    Pozdrawiam i trzymam mocno kciuki za Ciebie, Twój talent i Twoje nowe życie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również bliska mi Asiu!
      Dziękuję. Wybacz, że nie napisałam...
      Ściskam Cię i ciepło pozdrawiam.
      Asia

      Usuń
  5. Bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zachęcam do pisania tej książki!Pozdrawiam, Bożena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Czuję się zachęcona i zmotywowana. Pozdrawiam Asia

      Usuń
  7. Piekny post Proze pisac i zycze sil w tym bolu..Ja to rozumiem .Malgorzata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgorzato, rozumiemy się. Dziękuję za zachętę. Pozdrawiam serdecznie. Asia

      Usuń
  8. Świetne pióro choć temat mega ciężki i niestety prawdziwy... Kibicuję, wspieram jak umiem i pozdrawiam :)
    Marysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kandulko, dziękuję Ci. Wybacz, że nie udało nam się spotkać. Czasami krążąc po naszych rewirach rozglądam się za Tobą. Trochę ochłonę tu z moimi sprawami i może w końcu się uda spotkać, co? Uściski dla Ciebie i Twoich chłopaków! Asia

      Usuń
    2. Tak sobie myślę, że wcześniej czy później na siebie wpadniemy na tej Śródce ;))) a jak nie, to pomożemy losowi :)
      Na razie dwukrotnie widziałam tylko jedną z Twoich przemiłych córek :)
      Dziękuję za uściski i odwzajemniam :)

      Usuń
    3. To jeszcze wszystkiego najlepszego imieninowego !!!:) Trochę późno się połapałam, ale przed północą zdążyłam :)

      Usuń
  9. Mocno trzymam kciuki.... Bo ta książka będzie też o mnie - sześć lat temu przeżywałam to samo. Było ciężko, do tej pory bywa ciężko, ale życie "po" jest coraz piękniejsze. I tylko szkoda, że ex nie chce utrzymywać kontaktów z dorosłym już synem, który wyrósł na wspaniałego, mądrego i niesamowicie interesującego mężczyznę. Wiele traci... Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy. Ściskam gorąco cały Babi Dom ... Babaga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Babago Droga! Życie po bywa coraz piękniejsze...Jak dobrze to czytać!
      Wiele traci Twój ex, to na pewno.
      Dziękuję za uściski i równie gorąco pozdrawiam Ciebie, po drugiej stronie monitora. Asia

      Usuń
  10. Idź do przodu własną drogą realizując swoje marzenia. Niech ta książka przyniesie ulgę innym kobietom borykającym się z tym problemem. A dla Ciebie niech się stanie pewnego rodzaju wentylem w drodze do normalności.
    Pozdrawiam i trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  11. Witaj kochana.
    Mijaja trzy lata...dluuuugie trzy lata kiedy odeszłam od meza, zabierając ze soba trojke jeszcze małych dzieci.Pod koniec miałam już tak wszystkiego dość,ze było mi wszystko jedno, co będzie dalej i jak dam rade sama wychować dzieci, mieszkając w dodatku w obcym kraju i bez niczyjej pomocy( cala rodzina została w Paolsce).Czasami jest ciężko.Tyle czasu uplynelo ale do tej pory zdarza mi się czasem nocami wyc w poduszke, kiedy dzieci nie widza. Paralizuje mnie myśl,,,co się z nimi stanie, jak mnie zabraknie? jak trafie do szpitala itp.,? Budze się i ta myśl nie daje mi spokoju az do rana.Pytam się sama siebie- dlaczego ja?w czym zawiniłam??? Jedynym ukojeniem jest myśl.ze - W ZYCIU NIC NIE DZIEJE SIE BEZ PRZYCZYNY !!! MAm nadzieje, ze z czasem będzie lepiej, tylko dlaczego to tak dluuuugo trwa??? Pozdrawiam i zyvze duuuuzo sily ,trzymaj się.Pozdrawiam.
    P.S. Mysle, ze Twoja ksiazka pomoglaby wielu kobietom w podobnej sytuacji.A tych jak wiadomo nie brakuje ;-((( pozdrawiam raz jeszcze.wierna czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
  12. Kochan. Ja wolę pytać: po co JA. po co TY? Nie dlaczego, tylko w jakim celu? Czego mam się nauczyć, czego dowiedzieć i na co się w życiu otworzyć? Ja tak wolę. Chociaż jest to trudne i czasami wydaje się być niemożliwe.
    Wiem jak bolą te wszystkie pytania, dobrze wiem, wycie w poduszkę znam doskonale. Ale znam też radość w sercu i nadzieję na lepsze, pomimo tych doświadczeń. Z serca życzę Ci jak najwięcej radosnych chwil, dni, miesięcy, a potem lat...
    Jesteś SIŁACZKĄ!!!
    Pamiętaj o tym. Ściskam. Asia

    OdpowiedzUsuń
  13. Asia... ja czytam to tak osobiście... prywatnie... myśląc.. wspominając... Piszesz tak, że da się to poczuć. Myślę że ta książka będzie terapią dla wielu Kobiet.. trzymam kciuki i ściskam mocno! Monika

    OdpowiedzUsuń
  14. Życie to teatr a my jesteśmy aktorami. Każdy gra główna rolę.

    OdpowiedzUsuń
  15. Człowiek nigdy nie wie jak wiele może znieść. Tu była zdrada, ale reszta życie jest do uratowania. Moja córka zakochała się w draniu, została z ogromnymi długami i walczy o dziecko, bo sąd (teściowa posłem) dziecko przyznał ojcu, chociaż ma na swoim koncie kilka wyroków.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie napisałbym że życie jest teatrem. Mam takie zdanie że człowiek żyje po to żeby coś po sobie zostawić na ziemi.

    OdpowiedzUsuń