środa, 10 lutego 2016

Tekstylia moje ukochane


Uwielbiam materiały! Nigdy obojętnie nie przejdę obok sklepu typy bławatek, bez chociażby rzucenia okiem na wystawę.

Kiedy tylko czas mi na to pozwala, zaglądam do ogromnej i przebogatej w swojej ofercie hurtowni materiałów w Swarzędzu i zwykle jakiś piękny kawałek materiału do domu przywożę.

Że o lumpeksach nie wspomnę. Można tam trafić na prawdziwe cudeńka. Mój ukochany, lniany, beżowy obrus mam właśnie z lumpeksu!

A w prawdziwym raju jestem, kiedy jadę do mojej siostry do Francji. Wskakuję wtedy w metro, które zawozi mnie na Montparnasse i radośnie maszeruję pod górkę, by za moment buszować po niezliczonej ilości sklepach i wielkich halach wypełnionych najróżniejszymi materiałami.

Wierzcie mi, to prawdziwy raj, gwarantujący oczopląs i pusty portfel...Nie kupuję dużo, ale zawsze jakieś pamiątki sobie przywiozę. Wolę to, niż bagietki i croissanty!


Moje ukochane błękity, które właśnie wyjęłam z szafy, z zamiarem przerobienia ich na zasłony i poduszki, pochodzą w większości stamtąd...





 Chomikuję te wszystkie skrawki i skraweczki i jestem pewna, że kiedyś się przydadzą. Że już niebawem coś z nich uszyję.



Póki co poczułam ogromną potrzebę delikatnej zmiany kolorystycznej w salonie. Nie rzucę się z pędzlem na ściany  (choć nie powiem, kuszą mnie szarości i szare błękity, ale nie chcę denerwować męża), ale beżowe zasłony ustąpią miejsca lżejszym, niebieskim. Muszę tylko wyjąć maszynę i znaleźć chwilkę... Co dzisiaj nie będzie łatwe, ponieważ Mania ma jutro jakieś odpytywanie z kształcenia słuchu i obiecałam jej pomóc z solfeżem. Ot, uroki szkoły muzycznej!


Póki co, zawiesiłam w pokoju Cecylki krótką zasłonkę uszytą kiedyś, kiedyś. Materiał z francuskiego raju! Piękny jest, prawda?


                                               A poza tym, wiosna idzie! Czuję to!

                                                                 Pozdrawiam ciepło!
                                                                            Asia

4 komentarze:

  1. Piękne błękity. Ja mam bzika na punkcie poszewek na poduchy. Gromadzę zestawy kolorystyczne. Szkoda, że muszę tylko z gotowców korzystać, ale nie umiem szyć i nie mam maszyny. Zazdraszczam Tobie, że ją masz:))) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj andja,
    kupiłam maszynę używaną, stary niemiecki model. Mąż mi pokazał co i jak (trwało to jakieś 10 minut- kurs przyspieszony) i teraz dziergam raz lepiej, raz gorzej. Polecam! Pozdrawiam i zapraszam. Asia

    OdpowiedzUsuń
  3. Joasiu piękne tkaniny, a te w różyczki cudo. Szkoda, że nie potrafię szyć. Pozdrawiam serdecznie Kaśka z http://nostalgicznyzakatek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak ja uwielbiam takie szmatki, chyba z nimi zostanę:))

    OdpowiedzUsuń